wtorek, 20 września 2011

Dzień 11 Chiang Rai

Chiang Rai leży nad rzeką Kok, która jest jednym z dopływów Mekongu, jest najbardziej wysuniętą na północ prowincją Tajlandii. Graniczy z Birmą i Laosem. Chiang Rai to miasto podobne do Chiang Mai, tylko mniejsze i położone wyżej w górach. Jest to jedno z najstarszych miast Tajlandii. Było sercem królestwa Lan Na.

W Chiang Rai a właściwie jakieś 14 km od CH.R. zwiedziliśmy przepiękną świątynię Wat Rong Khun, pospolicie znaną jako White Temple. Na pierwszy rzut oka ta śrebno biała budowla jest jak z bajki. Bajkowy klimat łamie jednak las rąk wychodzący z ziemi przy głównym wejściu, oraz rozmieszczone w różnych miejscach trupie czaszki. Symbolizują one dusze potepione, w piekle, które chcą dostać sie do nieba (do światyni) i dlatego wyciagają ręce. Wnętrze świątyni to jakiś zupełny odlot: oprócz Buddy, a jakże, dopatrzyliśmy  się postaci z Gwiezdnych Wojen, Matrixa,Avatara, Batmana, Supermana, Spidermana oraz płonące wieże World Trade Center. Hmmm. Sztuka nowoczesna, znaczy się. Niestety w środku nie można było robić zdjęć, ale z zewnatrz wyglada tak:








poniedziałek, 19 września 2011

Pawła wątek o samochodach


Hej tu Paweł dla odmiany (Agnieszka „zmusiła” mnie do napisania czegoś a że jestem po 3 Singach (bardzo dobre tajlandzkie piwo – 640 ml i 6,4% alkoholu to z ochotą przystałem na to zadanie. Jest to mój pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni wpis dotyczący Tajlandii.
Zajmę się w nim samochodami a w szczególności cenami samochodów w tym kraju. Jakeś 6 miesięcy temu kupowaliśmy samochód osobowy i dlatego interesowały mnie ceny aut w innych krajach (i dlaczego u nas są takie drogie).
Dlatego specjalnie zrobiłem sobie wycieczkę po salonach i  tu zaskoczenie. Ceny samochodów osobowych są porównywalne z naszymi. Więc w bajki można włożyć opinie o „taniości Tajlandii”. Dla porównania Mitsubishi Lancer, którym dzięki bratu się interesowałem jest droższy niż w naszym wspaniałym kraju (od razu zaznaczę, iż przez barierę językową nie udało mi się dojść do negocjacji ceny). Ale ogólnie cena  wyjściowa (katalogowa) jest wyższa.
Z drugiej strony mają  specjalne samochody, które chyba nie występują u nas ( i pewnie w Europie). Np. Mitsubishi Triton (pick-up, silnik 2,5; 150 koni)- cena katalogowa najtańszej wersji 40 000 zł. Dla porównania znany u nas Mitsubishi Pajero (silnik ten sam czyli 2,5) kosztuje już ponad 90 000 zł (cały czas najniższa wersja katalogowa).
Tak samo jest z innymi markami (Toyota, Nissan, Honda i inne tak zwane japończyki).
Więc ogólnie doszedłem do przekonania, iż:
1.       Samochody ogólnie są drogie.
2.       Niestety dla nas (Polaków) w takiej Tajlandii są specjalne wersję uznanych u nas marek samochodów produkowanych specjalnie na rynki azjatyckie, patrz: niezłe auta w dobrej cenie.
3.       Patrząc na samochody jakimi jeżdżą Tajowie są bogatsi od nas (bardzo mało staroci, same niezłe samochody, góra 3-letnie).
I to tyle na razie (piwa Sing przestają działać i brak weny) ale mam nadzieję, że jeszcze tu wrócę (jeśli Agnieszka pozwoli).

Dzień 10 Chiang Mai

Dziś kolejny leniwy dzień w Chiang Mai. Spędziliśmy go w parku i w barach.

Drzewo z pomelo



Pawła odkrycie zupa na słodko z owocem smoczym i bananami
Wieczorem z kolei zdecydowałam się w końcu spróbować tajskiego masażu, których tu pełno. Nie żałuję. Może na zdjęciach wygląda jak jakieś męczarnie ale po wszystkim był totalny relax


Dzień 9 Chiang Mai - Sunday Market

W niedzielę w Chiang Mai odbywa się targ przez który główne ulice zamieniają się w wielki bazar. Jest to market na który przychodzą też Tajowie (głównie po to aby się najeść), ale ogólnie jest tu wszystko od podrabianych ubrań, rękodzieła, biżuterii, sprzętów kuchennych po właśnie jedzenie.
Mieliśmy tu miłą niespodziankę. Szli sobie ludzie z kamerą a prowadzącą była gruba Amerykanka. Taka podobna do tej z programu "Sofie w krajach dalekiego wschodu" który leci na Travel Chanel. Jest to program o potrosze o podróżowaniu, ale głównie o kuchni i gotowaniu w krajach Azji. Nasza Sofi była blond ( a nie szatynka) więc nie wiedziałam do końca czy to ona. Nie miałam odwagi zapytać, ale Paweł koniecznie chciał się dowiedzieć i wcią się w kadr i łamaną angielszczyzną coś wydukał. Pani go od razu zapytała skąd jest. Podeszłam i pomogłam i się rzeczywiście okazało ze to ten program.
Ogólnie fajny wieczór. Też pojedlismy co nieco z bazarku (głównie kałamarnice).
Oto co bazarek miał do zaoferowania:

Wszystko robione z puszek np coca coli



Torebka z kokosa

Lody na patyku


Moje najgorsze doświadczenie z Tajlandii -czarna legumina. Tajowie się zajadali






nasze ulubione kałamarnice, prosto na grill





bułka z wieprzowinką w środku



omlet w bananie






znów kałamarnice, mniaaam!